Przejdź do głównej zawartości

Posty

Polecane

Jeździctwo to narkotyk

Jeździectwo uzależnia. O tym jak bardzo uzależnia i jak bardzo jest mi w życiu potrzebne przekonałam się niechcący w czasie kontuzji mojego konia. Od 22 grudnia do 19 lutego nie siedziałam na koniu poza luźnym stępowaniem na kantarze i na oklep na kontuzjowanym rudym. Jazdą tego nazwać nie można. I właściwie byłam z tym w pełni pogodzona. Nie można powiedzieć, że byłam nieszczęśliwa. Po prostu robiłam co musiałam. Codziennie do stajni. Spacery w ręku, ewentualnie wsiadłam sobie potupać na oklep jak mi się chodzić nie chciało.
19 lutego wsiadłam na konia trenerki. Miałam to obiecane od momentu postawienia diagnozy jako nagrodę pocieszenia. Wszystko się mocno odwlekło w czasie z powodu różnych niesprzyjających okoliczności zewnętrznych, ale w końcu wsiadłam. Na pierwszą po przerwie "normalną" jazdę. Rudy był wtedy świeżo po kontroli weta, gdzie okazało się, że nie ma postępów leczenia oraz świeżo po wizycie drugiego weta i blistrowaniu, także moje nastawienie było raczej mało…

Najnowsze posty

5 minut, a tyle radości!

Stępujemy, stępujemy...

Wieści z frontu

Mocniej, bardziej, zajebiściej, czyli the best of 2016

Czarne chmury nad krainą tęczowych jednorożców

Skąd on to umi?

Czarna seria

Konik na wypasie

Goldenhorse 1-sze starcie

Konik wodny