Jednak taka głupia to ja nie jestem...

Dzisiaj był w nas pan Kostrzewa w celu dopasowania siodła. Okazało się, że wcale mi się nie wydawało, że mi siodło pływa, że leży gorzej, że zaczęło tyłem pracować... Pan Kostrzewa po założeniu mojego siodła na konia stwierdził, że to tron a nie siodło. 

Rymarz, który mi robił siodło wcześniej bardzo, ale to bardzo się przyłożył i tak je dopchał, że aż trzaskało w szwach. Wepchał też tam sporo ciekawych rzeczy. Może rozpruł stary tapczan? Może wersalkę ze strychu? Nawet się kulki zwykłej waty znalazły. Na pewno nie była to włóknina do wypełniania paneli. Zrobił sobie też dodatkowe nacięcia, żeby łatwiej mu było to wszystko wepchać. Najchętniej wepchałabym mu to wszystko, no nie powiem gdzie...




Odepchaliśmy, skorygowaliśmy. Okazało się jednak, że sztywność mięśni grzbietu jest i mimo, że koń nie uginał się pod naciskiem ręki był sztywny i niechętny do współpracy. Zalecenia na najbliższy tydzień wcierki rozgrzewające i lonża, żeby rozluźnić spięte mięśnie grzbietu. Po tygodniu, jak grzbiet puści, wsiadam. Po 2-3 tygodniach oceniamy efekty i sprawdzamy czy nie ma konieczności korekty.

Nauczka na przyszłość. Bardziej słuchać konia i swojej własnej intuicji.

Komentarze

Popularne posty