Drugie koty za płoty!

Nasze drugie zawody. Teoretycznie łatwiejsze, bo nie pierwsze. Praktycznie trudniejsze, bo bez trenera.

Samo ładowanie do przyczepy przebiegło dość gładko. Zajęło nam około 15 min, więc zdecydowanie krócej niż poprzednim razem. jest progres! Na miejscu Dodek był nieco bardziej niespokojny niż na pierwszych zawodach. A może ja byłam i udzielało się jemu? Problemem Sawanki okazał się brak dobrej rozprężani. Do wyboru była hala namiotowa, która biorąc pod uwagę pogodę była raczej sauną lub padoczek przy czworoboku, który był mały i do tego miał pociągniętego pastucha wewnątrz, co przy umiłowaniu Dodka do przeciągania mnie po płotach była ryzykowne. Przy dwóch koniach było tam już ciasno, na szczęście byłam jedną z ostatnich na liście startowej w L2 i nie miałam problemu.

Przy L2 objechaliśmy czworobok w obie strony, Dodek był bardzo niespokojny, ale cóż dzwonek i trzeba było jechać. W pierwszym zagalopowaniu rzucił zadem! chociaż samo zagalopowanie było lekkie i płynne. Troszkę próbował mi się wieszać i szedł mocno do przodu. Stęp swobodny nie wyszedł nam za swobodnie, bo zbytnie poluzowanie wodzy skończyłoby się kłusem. Za to koła w galopie bardzo dobrze. Jak zawsze :P Gdyby czworoboki składały tylko się z kół w galopie osiągnęlibyśmy mistrzostwo. Wynik końcowy 63,409% (6 miejsce) i pochwała od sędziny, która powiedziała, że umiejętności są, trzeba tylko się objeździć i będzie bardzo dobrze.

Z wynikami wynikła zabawna historia. Wyczytywali od 1 miejsca. Wyczekiwałam, z poczuciem, że mimo błędów poszło nieźle. Minęła pierwsza dziesiątka, a ja z każdym kolejnym wynikiem coraz bardziej zawiedziona, minęła dwudziestka, zaczęłam łapać już doła połączonego z niedowierzaniem, że było aż tak źle. Minęła trzydziestka. Lista się skończyła, a nas nie wyczytali! Przeoczyli nasz wynik. Szybko się jednak wyjaśniło i wskoczyliśmy na 6 miejsce ;) Stres był jednak straszny przy czytaniu wyników, prawie się zdążyłam załamać ;)



P4 program trudny. Dużo kłusa ćwiczebnego ciągiem, a kłus ćwiczebny moją mocną strona nie jest, oj nie.Nie mieliśmy jak się rozprężyć. Padoczek za mały żebym dała radę pojechać dodania albo kontrgalop. Zwłaszcza, że jechałam jako druga. Na padoczku 4 konie, ja niedoświadczona na tak małej i ciasnej przestrzeni nie ogarnęłam. Pojechaliśmy niemalże z marszu.

Od początku Dodek nafukany, sztywny, odgięty, walczący z ręką. I tak telepaliśmy się tym kłusem, walcząc o każdy krok i modląc się o koniec! Chyba nawet sędziowie usłyszeli moje westchnienie ulgi po przejściu do stępa. Galopy poszły nieźle. Przy poziomie nafukania i zwisu na mordzie cud, że udało mi się bez wpadki oddać i nabrać wodze w galopie. Koła w galopie jak zwykle ocenione najlepiej w przejeździe :P Kontrgalop ok, chociaż w połowie drugiego spłynęła na mnie ciemność i zapomniałam jak jechać, więc jakieś dziwne coś mi wyszło. Duzym plusem był brak oczywistych błędów jakie popełniłam poprzednio typu podkłusowanie w stępie, albo podgalopowanie w dodaniu w kłusie. Ostateczny wynik 60,568%. Lepiej niż poprzednio, to cieszy. Jest nad czym pracować dalej.




I jeszcze filmik. Z dość artystyczną koncepcją, ale może co nieco widać :P Niestety nie miałam wpływu na wizję kamerzysty.


Komentarze

Popularne posty