Tęcza znów na horyzoncie

Po zimowej przerwie i perturbacjach siodłowych w końcu udało nam się powrócić do regularnej pracy. Etap wdrożenia mamy już za dobą i dzielnie rzeźbimy dalej. Podły koń nieco złagodniał w swojej podłości i nawet czasem wykazuje wolę współpracy, dzięki czemu powoli acz sukcesywnie pniemy się po tęczy. Treningi znów stały się przyjemnością, a nie walką o przetrwanie. Plany startowe nabierają coraz bardziej realnych kształtów. Buzia się sama cieszy w drodze do stajni.

Może moje zachwyty brzmią jakbym właśnie osiągnęła poziom Grand Prix..., ale każdy kto by dosiadł podłego konia w okresach największej eskalacji jego podłości natychmiast zrozumiałby o czym piszę. Zacytuję tu moją trenerkę "Że też on cię jeszcze do jeździectwa nie zniechęcił..." Na szczęście nie zniechęcił, choć wielokrotnie próbował.  Zaciskam zęby, popłączę w poduszkę i z wytęsknieniem wyczekuję kiedy znów na horyzoncie pojawi się tęcza :) Ja wiem, że gdzieś tam głęboko w serduszku to jest dobry konik. I mimo wszystko, w sytuacjach kiedy naprawdę musiałam na nim polegać, nigdy nie zawiódł.





Komentarze

Popularne posty