Skąd on to umi?

Nic ostatnio nie pisałam, bo zarobiona jestem po uszy, ale robota u nas nie stoi :) Dzielnie działamy i walczymy.

Z racji dużego obłożenia pracą, dziesiątek nadgodzin i na dokładkę jakiegoś wirusa, który ostatecznie mnie pozbawił sił i chęci do życia w zeszłą niedzielę rudą Podłość dosiadła trenerka. Uznałam to za wariant sensowniejszy, gdyż podły koń szybko wietrzy słabość i bezceremonialnie ją wykorzystuje, więc moja jazda nie miałaby większej wartości szkoleniowej. Poza tym kontrolnie sprawdzić nie zaszkodziło czy wszystko gra jak powinno.

Oczywiście Dodek szybko się zorientował, że ja wsiadać nie będę i rzucał mi spojrzenia z pogróżkami już w drodze na plac, a ja dzielnie mu tłumaczyłam, że tym razem to nie za karę ;) Rozsiadłam się na placu, na słoneczku i przez godzinę podziwiałam konia w robocie co jakiś czas w przerwach na stępa wrzucając mu cukier do paszczy, Tego dnia okazał się być niezwykle miłym, mądrym i współpracującym koniem. Kto by się spodziewał? Zaprezentował już bardzo przyzwoite ciągi w kłusie. Okazało się również, że mimo, że nigdy nie ćwiczyliśmy zrobił trawersy i łopatki w galopie oraz ciągi w galopie. Oczywiście wszystko jeszcze takie świeże, nieporadne, ale działa! Ot tak, mówisz i jedziesz. Kiedy on się tego nauczył? Przepełnia mnie duma i radość, że mój stary koń tak dzielnie się spisuje i wciąż progresuje. Rodzi to jednak nowy problem do pokonania. Koń przerósł jeźdźca. Niestety. W chwili obecnej to ja jestem czynnikiem, który go ogranicza i hamuj. Także trzeba brać się za siebie, bo jak tak na niego patrzyłam w mojej głowie powoli rodził się nowy cel do osiągnięcia, cel przez duże C! Jeśli tylko zdrowie pozwoli.






Komentarze

Popularne posty