Niech uprzykrza mi życie jak najdłużej!

W sobotę Jego Podłość Dodek obchodził 19-naste urodziny. Za rok przestanie już być nastolatkiem. W prezencie urodzinowym cały weekend upłynął mi na umilaniu Jaśnie Dodkowi życia. 

W sobotę od rana wyszedł na padok, a ja w tym czasie korzystając z pięknej pogody robiłam porządki w sprzęcie i pace. Wszak musiałam jakoś zagospodarować swój czas, kiedy jubilat zażywał kąpieli piskowych i słonecznych. Potem przyszła kolej na jazdę. Postanowiłam nie męczyć go za bardzo w weekend, więc potupaliśmy na luzie do lasu. Możemy już jechać 15 minut, w tym do 3 min galopu. Te 15 min to już można pohasać. Po raz pierwszy pozwoliłam sobie na galop w terenie. Dodziu szedł jak przecinak i wyraźnie miał ochotę na więcej. Cóż... Niedługo :)



Po powrocie z terenu gwódź programu. Skoro był już rozgrzany postanowiłam wpuścić go do kolegi na padok i zobaczyć jak się dogadają. Oczywiście kolega znany i lubiany. Wielkimi krokami zbliża się moment  rozpoczęcia padokowania, więc stopniowo oswajam go z myślą, że opuści boks zostawiając go coraz dłużej pod nadzorem, żeby mu później sodówka do głowy nie uderzyła. Chłopcy bawili się ładnie, jakby nigdy nic. Dodek nie chciał wracać do stajni.

Dziś dobroci dla Dodzia ciąg dalszy. Od rana wyszedł do kolegi na padok. Jak tylko się zorientował, że idziemy w kierunku padoków to szedł taki zadowolony, jak to mu się praktycznie nigdy nie zdarza. Obiad zjadł na padoku, a po obiedzie znów teren. 

Wyjeżdżając w teren minęliśmy się z powracającymi z terenu. Wjechali do stawu i zawołali mnie, żebym im porobiła zdjęcia. Ja również miałam plan wjechać do stawu jak wrócę, gdyż u Dodek w wodzie bawi się dość hmmm... nazwijmy to entuzjastycznie. Zdjęcia porobiłam, telefon oddałam, już wykręcałam żeby odjechać od stawu jak Dodek niezadowolony, że go zabawa ominęła wciągnął mnie do wody. Oczywiście zaczął radośnie chlapać i na nic łydka i bat. Poddałam się po kilku próbach i nie pozostało mi nic innego jak cieszyć się wodą nalewającą mi się do butów i błotem na twarzy. Wyszedł dopiero jak uznał, że jestem wystarczająco mokra i ubłocona. 


Po powrocie z terenu doszłam do wniosku, że skoro on uznał, że jest wystarczająco ciepło, żeby wykąpać mnie w stawie to ja wykąpię jego. Także dzień zakończyliśmy odgruzowaniem konia po zimie.

Cały weekend upłynął nam bardzo miło i przyjemnie. Do tego pogoda była fantastyczna. Także jeszcze raz najlepszego dla Dodzia i niech uprzykrza mi życie jak najdłużej!

Komentarze

Popularne posty